Wakacje w Rzymie - wydaje mi się, że są dość optymalną opcją jeśli chodzi o koszty. Każdą z nas wycieczka wyniosła niecałe 2 tys. tysiące złotych i udało się zwiedzić praktycznie wszystkie atrakcje, na których nam zależało. Ze względu na to, że miałyśmy z góry określony budżet starałyśmy się dysponować pieniędzmi tak aby go nie przekroczyć, ale mimo wszytko nie musiałyśmy się specjalnie ograniczać, myślę, że to sprawa dobrej organizacji, bo jak wspominałam w poprzednim poście, wszystko idealnie zaplanowałyśmy.
Od czego zacząć? Po pierwsze zakup biletów lotniczych. Jeśli zależy nam na tańszej opcji podróży lepiej wybrać linie Ryanair. Bilety kupiłyśmy odpowiednio wcześniej - w maju na wrześniowy lot, aby jak najwięcej zaoszczędzić. Nie pamiętam dokładnie ile kosztował sam bilet, ale wszystkie razem zapłaciłyśmy 2 tys. złotych wliczając w to dodatkowy bagaż do 15 kg, co dało ok. 500 złotych na osobę.
Kolejnym ważnym elementem był oczywiście nocleg. Udało nam się znaleźć idealny pokój, który szczerze polecam Polakom chcącym odwiedzić Rzym. Pewna Polka, która od lat mieszka w Rzymie wynajmuje pokoje turystom, a oprócz tego podpowiada jak odnaleźć się w tym mieście (link do jej strony http://noclegirzym.eu/ ). Dodatkowym plusem była codzienna, włoska kawa i croissant na śniadanie z pobliskiej kawiarni w cenie noclegu. Nasz pokój to koszt 25 euro od osoby za dobę, co dało ok. 700 złotych za tygodniowy pobyt.
Pozostałe elementy załatwiłyśmy będąc już w Rzymie. Aby łatwiej było nam się poruszać po tak wielkim mieście, kupiłyśmy bilet tygodniowy, uprawniający do poruszania się wszystkimi środkami komunikacji miejskiej, zarówno w dzień jak i w nocy. Choć nie był tani, to jednak warto było go kupić. Rzym jest zbyt duży żeby poruszać się po nim pieszo. Najpewniejszym środkiem transportu jest metro, które jeździ właściwie co minutę. Są również autobusy i tramwaje, ale na nie nie liczyłabym - brakuje tam konkretnego rozkładu jazdy, określającego czas przybycia pojazdu. W taki sposób możemy na przystanku czekać nawet 40 min. W zakresie biletu są także pociągi, jeżdżące na terenie miasta, a także na plażę miejska położoną poza Rzymem. Cena biletu tygodniowego to 27 euro, czyli lekko ponad 100 złotych.
Wybierając się do Rzymu zależy nam przede wszystkim aby jak najwięcej zwiedzić. Na tygodniowy pobyt idealnie sprawdza się tzw. archeology card. Uprawnia do odwiedzania najważniejszych muzeów w mieście przez okres siedmiu dni. Wliczają się tu m.in. koloseum, forum romanum, wzgórze Palatyn (uwaga! te trzy obiekty trzeba odwiedzić tego samego dnia, ponieważ są liczone jako jeden obiekt, do którego można wejść tylko raz), Krypta Balbi - muzeum narodowe przedstawiające szczątki starego Rzymu, Palazzo Athens, czyli muzeum ateńskie, w którym znajdziemy wiele greckich dzieł sztuki, termy Karakali, termy Dioklecjana oraz kilka innych. Cena podstawowa takiej karty to 26 euro - ponad 100 zł, jednak w jej przypadku obowiązują zniżki, i jako studentki miałyśmy 50% zniżki. Dzięki niej zwiedziłyśmy najważniejsze muzea w mieście. Ale poza Rzymem jest jeszcze Watykan. Tam oprócz Bazyliki św. Piotra, chciałyśmy też zwiedzić muzeum watykańskie. Wstęp do niego kosztował 8 euro - ok 32 zł.
Tak zamknęły się oficjalne wydatki. Resztę mogłyśmy wydawać na jedzenie i pamiątki. Jak wyglądają ceny jeśli chodzi o jedzenie? Chleb kosztuje niecałe 2 euro, i w porównaniu z innymi produktami jest drogi. Mleko nie kosztuje nawet 1 euro, z tego co pamiętam, można je kupić nawet za 60-70 centów, Co do regionalnego jedzenia, lody, których trzeba obowiązkowo spróbować, kosztują 2-3 euro. Cappuccino - w kawiarni, do której chodziłyśmy rano na śniadanie, kosztowało 1 euro. Pizzę można kupić w pizzeriach, które znajdują się na każdym kroku. Sprzedawana jest w kawałkach na wagę. Zwykle za małe pudełko pizzy płaciłam ok. 3 euro. Obiad w restauracji w centrum ok. 10 euro ale trzeba uważać, żeby dodatkowo nie natknąć się na opłatę za nakrycie. W cenie obiadu miałyśmy bruschettę z pomidorami jako przystawkę, makaron w kilku wersjach do wyboru (bolognese, carbonara itp.) i napój do wyboru. Pamiątki również można znaleźć po kilka euro. Pocztówki zwykle kosztują 0,5 euro. Dobrze jest też wybrać się w godzinach przedpołudniowych na Campo di fiori. O tej porze znajduje się tam rynek, gdzie możemy zakupić przeróżne włoskie przyprawy, bakalie, makarony, oliwy, warzywa, owoce itp.
Ja zaopatrzyłam się we włoską oliwę (4-5 euro) oraz przyprawę do spaghetti carbonara (3 euro).
Pozostałe elementy załatwiłyśmy będąc już w Rzymie. Aby łatwiej było nam się poruszać po tak wielkim mieście, kupiłyśmy bilet tygodniowy, uprawniający do poruszania się wszystkimi środkami komunikacji miejskiej, zarówno w dzień jak i w nocy. Choć nie był tani, to jednak warto było go kupić. Rzym jest zbyt duży żeby poruszać się po nim pieszo. Najpewniejszym środkiem transportu jest metro, które jeździ właściwie co minutę. Są również autobusy i tramwaje, ale na nie nie liczyłabym - brakuje tam konkretnego rozkładu jazdy, określającego czas przybycia pojazdu. W taki sposób możemy na przystanku czekać nawet 40 min. W zakresie biletu są także pociągi, jeżdżące na terenie miasta, a także na plażę miejska położoną poza Rzymem. Cena biletu tygodniowego to 27 euro, czyli lekko ponad 100 złotych.
Wybierając się do Rzymu zależy nam przede wszystkim aby jak najwięcej zwiedzić. Na tygodniowy pobyt idealnie sprawdza się tzw. archeology card. Uprawnia do odwiedzania najważniejszych muzeów w mieście przez okres siedmiu dni. Wliczają się tu m.in. koloseum, forum romanum, wzgórze Palatyn (uwaga! te trzy obiekty trzeba odwiedzić tego samego dnia, ponieważ są liczone jako jeden obiekt, do którego można wejść tylko raz), Krypta Balbi - muzeum narodowe przedstawiające szczątki starego Rzymu, Palazzo Athens, czyli muzeum ateńskie, w którym znajdziemy wiele greckich dzieł sztuki, termy Karakali, termy Dioklecjana oraz kilka innych. Cena podstawowa takiej karty to 26 euro - ponad 100 zł, jednak w jej przypadku obowiązują zniżki, i jako studentki miałyśmy 50% zniżki. Dzięki niej zwiedziłyśmy najważniejsze muzea w mieście. Ale poza Rzymem jest jeszcze Watykan. Tam oprócz Bazyliki św. Piotra, chciałyśmy też zwiedzić muzeum watykańskie. Wstęp do niego kosztował 8 euro - ok 32 zł.
Tak zamknęły się oficjalne wydatki. Resztę mogłyśmy wydawać na jedzenie i pamiątki. Jak wyglądają ceny jeśli chodzi o jedzenie? Chleb kosztuje niecałe 2 euro, i w porównaniu z innymi produktami jest drogi. Mleko nie kosztuje nawet 1 euro, z tego co pamiętam, można je kupić nawet za 60-70 centów, Co do regionalnego jedzenia, lody, których trzeba obowiązkowo spróbować, kosztują 2-3 euro. Cappuccino - w kawiarni, do której chodziłyśmy rano na śniadanie, kosztowało 1 euro. Pizzę można kupić w pizzeriach, które znajdują się na każdym kroku. Sprzedawana jest w kawałkach na wagę. Zwykle za małe pudełko pizzy płaciłam ok. 3 euro. Obiad w restauracji w centrum ok. 10 euro ale trzeba uważać, żeby dodatkowo nie natknąć się na opłatę za nakrycie. W cenie obiadu miałyśmy bruschettę z pomidorami jako przystawkę, makaron w kilku wersjach do wyboru (bolognese, carbonara itp.) i napój do wyboru. Pamiątki również można znaleźć po kilka euro. Pocztówki zwykle kosztują 0,5 euro. Dobrze jest też wybrać się w godzinach przedpołudniowych na Campo di fiori. O tej porze znajduje się tam rynek, gdzie możemy zakupić przeróżne włoskie przyprawy, bakalie, makarony, oliwy, warzywa, owoce itp.
Ja zaopatrzyłam się we włoską oliwę (4-5 euro) oraz przyprawę do spaghetti carbonara (3 euro).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz